Victoria Gische

"Niecodziennik"

Ciemna strona...dziennikarza

ciemna strona.jpg

Od razu na wstępie muszę ostrzec, że dziś nie będzie grzecznie i poprawnie politycznie, więc kto ma delikatne – chciałoby się napisać uszy – oczy, to niech od razu zaprzestanie czytać na owym akapicie.

Rzecz dotyczyć będzie pewnej „afery” z molestowaniem. Nie ma dziś chyba osoby, która nie słyszałaby o ciemnej stronie – nie, nie Wenus, raczej Marsa – znanego dziennikarza. Ponoć jakaś dziennikarka, powiedziała jakiemuś dziennikarzowi, że powinien dziennikarz ją nagabywał w sposób ordynarny, jak typowa szowinistyczna świnia.

Powiem szczerze, cała sprawa mnie bawi. Tak, dobrze przeczytaliście – bawi. Zaraz pędzę z wyjaśnieniem.

Faktycznie zdanie, które usłyszała dziennikarka, do najprzyjemniejszych nie należy, ale zastanawia mnie jedna rzecz. Po jaką cholerę polazła do pracy bez majtek? Jakoś nie potrafię sobie przypomnieć, żebym chodziła do biura bez gaci. Jeżeli jednak zdarzyło jej się w pośpiechu zapomnieć nałożyć tę jakże ważną część bielizny, to powinna być przygotowana na niewybredne komentarze i zamiast reagować ucieczką z miejsca pracy, szukając schronienia u konkurencji, odmachnąć się porządnie i strzelić gościa z liścia, albo przysadzić podobnym w tonie hasłem.

Wiem co mówię. Otóż przez lat prawie dwadzieścia pracowałam w środowisku zdominowanym przez mężczyzn. Sprzedawałam nie mniej, nie więcej, materiały spawalnicze. Nasłuchałam się tylu różnych sprośny żarcików, że uszy więdną. A to klient chciał rozmawiać z „tą panią od drutów”, a to kolega powiedział mi, że na bolące gardło najlepsze jest „ssanie i połykanie”, a to znowu inny kontrahent skomplementował moje „oczy”, porównując je do „oczów” Kaliny Jędrusik. Wszyscy wiemy o jakie oczy chodzi. Bynajmniej nie o te dzięki, którym możemy podziwiać „oczy”, to znaczy „uszy”... :)

Najlepszy jednak był telefon, który miałam przyjemność odebrać. Ponieważ handel materiałami spawalniczymi szedł nadzwyczaj dobrze, telefony w pewnym okresie najlepszej prosperity nie przestawały dzwonić. Odbierało się więc automatycznie, nie zastanawiając się kto zacz po drugiej stronie linii. Odebrałam więc standardowo, przedstawiając siebie i firmę i, cóż moje piękne uszy usłyszały, że gość po drugiej stronie „cipkę by mi lizał”. Spokojnie, bez histerii, której zapewne mój perwercik się spodziewał odparłam:

  • Przez telefon? - tu zawiesiłam głos, słysząc jak dyszy, a po chwili dodałam – Niemożliwe.

Po czym spokojnie odłożyłam słuchawkę. Jak babcię kocham do dziś żałuję, że nie mogłam zobaczyć jego miny.

Nasz poszkodowana także miała kilka wyjść. Po pierwsze jeżeli incydent był sporadyczny i raczej nieszkodliwy, bo nasz dziennikarz to w zasadzie bufon i hochsztapler, który z pewnością w ten sposób jeszcze bardziej podbudowywał swoje rozdymane ego, powinna odpowiedzieć mu w podobnym guście, przy czym ton szowinistyczny zamienić na feministyczny. Jeżeli jednak do słów doszły rączki, tudzież inne członki, zamiast kulić ogon i zmykać w podskokach, miała zgłosić zdarzenie OD RAZU do kogo trzeba. Napisałam „od razu” z dużej litery, bo niestety teraz, po latach jej opowieść jest – jak dla mnie – jedynie śmieszna i niepoważna. Bardziej pachnie mi tu zemstą, niż molestowaniem. Niezależnie od powodów powtórzę za kimś, kto już to gdzieś napisał odnośnie tej sprawy - „jaki kraj, taki Grey”.

Przypuszczam, że zostanę zaraz zakrzyczana, że nie solidaryzuję się z „molestowaną” kobietą. Z tą konkretną akurat nie, nie solidaryzuję się. Pragnę też zaznaczyć, że nie tylko kobiety są molestowane. Same pewnie wiecie, drogie Panie, że potrafimy być równie „świńskie” i niewybredne w tekstach kierowanych do mężczyzn, jak oni sami. Przy czym ci ostatni, rzadko kiedy się skarżą. Bo po pierwsze koledzy padliby ze śmiechu:

  • Stary laska cię rwie, a ty o molestowaniu bredzisz – usłyszałby jeden z drugimi.

A po drugie sami pokrzywdzeni nie chcą wychodzić na przysłowiowe cipy.

Zresztą kto chce?...